Kronika 1

Teksty autorstwa naszego kolegi, wielbiciela turystyki motocyklowej i motocykli - Piotra, który prowadzi rubrykę motocyklową w Tygodniku Sądeckim.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tomek
Posty: 179
Rejestracja: 12 lip 2013, o 18:03
Lokalizacja: Nowy Sącz
Kontakt:

Kronika 1

Post autor: Tomek » 12 lip 2013, o 18:42

Jeszcze zima, jeszcze nie czas. Stoją spokojnie, wypucowane, zakonserwowane, pozbawione akumulatorów. Ale już niedługo, dwa, trzy tygodnie i zagrają silniki, rozbłysną reflektory, kilometry asfaltowej wstęgi nawiną się na ośki. Motory wyjadą na szosy i zacznie się nowy sezon. Część z Państwa przyjmie to z irytacją, inni spojrzą na to obojętnie i tylko dla niewielkiej grupy użytkowników dróg będzie to zjawisko pozytywne. Dlaczego tak jest, dlaczego utarła się opinia, że oto na drogi wyjadą „dawcy”? Po części wynika to z przyjętych stereotypów, po części z uzasadnionych stwierdzeń lekarzy, że wypadki drogowe z udziałem motocyklistów są najgroźniejsze, a w największej mierze z panującej opinii, że na motorze musi znajdować się niedowarzony, dwudziestoletni szpaner o naturze wariata i instynkcie samobójcy. Nic bardziej mylnego. Każdy, kto zapoznał się ze sprawą dokładniej wie, że bezmyślnych wyścigowców jest w grupie wielbicieli jednośladów tak mało, że stanowią niewielki margines. Wśród ludzi zakochanych w swoich dwóch kołach są przedstawiciele różnych środowisk: inżynierowie, prawnicy, księżą (zadziwiająco wielu), lekarze, biznesmeni, dziennikarze, urzędnicy, politycy, rzemieślnicy, handlowcy, etc., reprezentujący wszystkie kategorie płci i wieku. Ci, wyciskający maksimum z silników swoich „szlifierek” i „przecinaków” są po prostu najbardziej widoczni i to oni najbardziej psują opinię tym innym, dla których motor to nie narzędzie do kretyńskich popisów i najbardziej skrajnych zachowań na drodze, nawet nie coś co jest środkiem transportu, lecz jeden ze sposobów na styl bycia, życia i spędzania wolnego czasu. Większość motocyklistów to pasjonaci, którzy kochając jazdę motocyklem (i dłubanie przy nim), tak samo cenią całość swojej skóry jak reszta świata. Rasowy „biker” to ktoś, kto równie krytycznie ocenia nieodpowiedzialne poczynania ściganta na drodze, jak Kowalski ukryty w swojej stalowej puszce. Motocykliści mają świadomość, że w chwili wypadku drogowego to oni doznają o wiele poważniejszych urazów niż kierujący samochodem, którego przecież chroni karoseria, pasy, poduszka powietrzna. Dlatego, wbrew utartym schematom, to motocykliści są stroną bardziej dbającą i o bezpieczeństwo na drodze i o stan techniczny swoich maszyn. Zgadzam się, widok mknącego na jednym kole akrobaty zapada w pamięć na długo, robi wrażenie, jednak nie pamiętamy, że w tym samym czasie spotkaliśmy setki innych motocyklistów, którzy zwyczajnie nie dali nam powodów by ich zapamiętać, a jeżeli już - to najczęściej z przyczyny urody ich pojazdów. Dodajmy, bardzo często o wiele droższych niż przeciętny samochód, co znakomicie moderuje obyczaje na drodze. Szkoda uszkodzić ukochaną, a drogą maszynę. Dla tych, którzy nie uwierzyli w bezpieczne zachowania motocyklistów odrobina statystyki. W Polsce zarejestrowanych jest ponad 18 milionów pojazdów, ponad 800 tysięcy z nich to motory. Kierowcy i pasażerowie motocykli stanowią stosunkowo nieliczna grupę ofiar wypadków (5 proc. zabitych i 4 proc. rannych). W 2008 roku w niemal 50 tysiącach zdarzeń drogowych uczestniczyło 2481 motocyklistów, sprawcami incydentów była ich „mniejsza” połowa (1228). Przypominam, ponad 800 tyś motocykli. Zatem, jak łatwo można policzyć zaledwie 0,1535 % motocyklistów zachowało się niebezpiecznie i doprowadziło do kolizji. To stawia popularne poglądy w innym świetle, nieprawdaż? Kto nie wierzy, niech zapyta policjantów z naszej drogówki. Jest wśród nich kilku sympatycznych chłopaków, którzy pełnią służbę na dwóch kołach i doskonale wiedzą „co jest grane”. Oczywiście, wypadki z udziałem motocykla są spektakularne i z lubością nagłaśniane, krzyczą tytułami w rodzaju „Motocyklista ranił emerytkę”, któż bowiem zainteresowałby się artykułem „Kierowca zranił emerytkę”, są tysiące wypadków z udziałem kierowców i emerytów. A facet w kasku to już coś innego. Właśnie dlatego, by przeciwstawiać się schematom i uczciwie, bez zafałszowań (i bez wybielania się) przedstawić Państwu środowisko motocyklistów pojawia się w naszej gazecie ta rubryka. Będzie przez cały sezon ukazywać się raz w miesiącu i będę opowiadał Państwu o motocyklach, wyprawach i ciekawostkach. Będą anegdoty i sprawy poważne, opowieści dziwnej treści i rzeczy zupełnie autentyczne. Będzie i o bezpieczeństwie na drodze i o wariatach na szlifierkach. Czyli o wszystkim. Zasadniczo rzeczy odnosić się będą do sądeckich motocyklistów i do ich poczynań. Jednak zasadniczo będzie to rubryka DLA MOTOCYKLISTÓW. Będą rady, informacje, opisy ciekawych tras i relacje ze zlotów, rajdów i spotkań. Bo jak się już motocyklistą jest, to na dobre, nie tylko w sezonie i nie tylko mając swojego stalowego rumaka pod sobą.

Na początek coś co nazwać by można opisaniem obyczajów. Motocykl kupiłem wiosną ubiegłego roku. Malutki motorek o pojemności zaledwie 150 ccm i mocy porównywalnej z odkurzaczem cioci. Prawie motorower. Znanej przed laty polskiej marki, dziś reanimowanej w mocno skośnookiej wersji. Po trzydziestu latach przerwy wsiadłem na siodełko. Niepewnie, ze strachem, wszak odzwyczaiłem się kompletnie od jazdy motorem, do tego ruch na drogach od dawnych czasów wzrósł stokrotnie. Powolutku odzyskiwałem dawną sprawność i minione nawyki. Szło mi zrazu nieciekawie, ale w miarę przejeżdżanych po bocznych drogach kilometrów nabierałem odwagi. W końcu przyszedł czas na wyprawy do Grybowa, Rożnowa, Czchowa i innych równie odległych metropolii. Moim mentorem był siostrzeniec, Tomasz, znany w środowisku motocyklistów jako Ducati, który gdy ja przed laty śmigałem po świecie na WSC-e zajmował się jeszcze smoczkiem i grzechotką. Teraz to on był mistrzem, a ja uczniem i kursantem. Przyznam, że wykazał wiele cierpliwości, a kiedy już uznał, że w miarę opanowałem trudną sztukę naciskania hamulca bez patrzenia na kierownicę powiedział mi, że jest taka grupa która urządza sobie przejażdżki bliższe i dalsze. Wybrałem się więc i z nimi. Pełen obaw, widziałem kilka amerykańskich filmów o Piekielnych Jeźdźcach o chuligańskich zwyczajach i gangsterskich praktykach. I co? I nic, zaakceptowano moją obecność, a ja ze zdziwieniem stwierdziłem, że gangsterów brak, a pod skórami i kaskami kryją się ludzie, którzy otoczyli mnie i mój odkurzacz niemal matczyną opieką. Ich ryczące potwory, mogące wyciągnąć dwieście i więcej zaledwie mruczały, by nie zgubić na drodze mnie i mojej hulajnogi. Ba, to ja najczęściej jechałem pierwszy i nadawałem tempo. Tak na oko 80 na prostej. Pilnowano, bym pamiętał o zatankowaniu przed dłuższą trasą, zapiął kask i nie zapomniał wyłączyć migacza. Kompletnie zaskoczyło mnie to, że sezon zaczął się od mszy św. na Falkowej, kilka wyjazdów rozpoczynało sie pod ołtarzem papieskim w St. Sączu, a kończyło sie na plebaniach. W kawalkadzie liczącej niekiedy kilkadziesiąt motocykli znajdowali się policjanci, księża i wiele zmotoryzowanych dam. I nie byłem żadnym wyjątkiem, wszyscy troszczyli sie o wszystkich, o bezpieczeństwo, o komfort jazdy w grupie, o to by nikt się nie zgubił i nie popadł w tarapaty. Niewiarygodne, a jednak tak było. Polubiłem te wyjazdy i polubiłem to wesołe bractwo. Frog, Ducati, Goldenka, Gosia, Jacek.... Ponad setka ludzi, którzy lubią jeździć razem i bawić się razem. Nie żadne anioły, ale normalni ludzie, mający swoje zalety (te poznałem) i wady (te zapewne jeszcze poznam) których żywiołem jest motocykl i wszystko co się z nim wiąże. Będę w tej rubryce o nich opowiadał. Opowiem też Państwu o nowo powstałym Sądeckim Towarzystwie Motocyklowym „Sokół”. Mam podstawy sądzić, że będą to ciekawe opowieści, bo dotyczyć będą ludzi aktywnych i z pasją oddających się swoim zainteresowaniom. Obiecałem również anegdoty, więc na zakończenie jedna z tysięcy wiążących się z ludźmi w skórach. Sądzę, że jestem już jednym z nich.

Instruktor do kursanta podczas kursu jazdy:
- Patrz na ten rysunek: skrzyżowanie, tu masz samochód, tu masz tramwaj – co przejedzie pierwsze?
- Motocyklista – odpowiada kursant.
- Jaki motocyklista? Tu masz tramwaj, tu samochód? Skąd do cholery wytrzasnąłeś motocyklistę?
- Nigdy nie wiadomo skąd oni się biorą.

Tekst autorstwa naszego kolegi i wielbiciela turystyki motocyklowej i motocykli - PIOTRA, który będzie prowadził naszą rubrykę w Tygodniku Sądeckim.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość