Kronika 2012/4

Teksty autorstwa naszego kolegi, wielbiciela turystyki motocyklowej i motocykli - Piotra, który prowadzi rubrykę motocyklową w Tygodniku Sądeckim.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tomek
Posty: 179
Rejestracja: 12 lip 2013, o 18:03
Lokalizacja: Nowy Sącz
Kontakt:

Kronika 2012/4

Post autor: Tomek » 12 lip 2013, o 18:57

Wkurzyłem się ….

To już staje się nieznośne. Zwyczajnie mam odruch wymiotny. Wejście na dowolną stronę internetową z hasłem motocyklista lub motocykl niemal zawsze kończy się znalezieniem lamentu nad postawą motocyklistów, biadaniem nad ich zachowaniem w ogóle, utyskiwaniem nad stanem bezpieczeństwa na drodze i jego zagrożeniem przez „dawców” na dwóch kołach. Istna „Puszka z Pandorą” - jak mawiał pewien klasyk. Nużąca jednostronność i tendencyjność tych wpisów, artykułów i notatek jest powalająca. Normalnie może człowieka pokręcić z nudy i irytacji. Zawsze tak samo, nic nowego. A znajomość rzeczy u autorów tychże krytycznych zapisów przypomina utyskiwania impotenta nad problemami demograficznymi populacji. Znawców motocyklizmu zdaje się być więcej niż fachowców od medycyny i sportu razem wziętych. Natomiast ich orientacja „w tem temacie” zasadniczo wynika z tego, że „ciocia mówiła, że słyszała iż ….” i tu następuje opis sytuacji, gdy szalony motocyklista dokonywał zgoła nieziemskich rzeczy. Nie chciałbym dyskredytować cioci i nie twierdzę, że każdy motocyklista jest aniołem, ale generalnie rzecz biorąc aniołów brakuje w każdej grupie społecznej. Wieść niesie, że nawet procent aniołów wśród aniołów nie przekracza 100%.

W ostatnich dniach mieliśmy na Sądecczyźnie dwie kolizje motocyklistów. W obu wypadkach scenariusz był ten sam. Kobieta nie udzieliła pierwszeństwa przejazdu i doprowadziła do zderzenia, z tym, że jedna z dam skasowała od razu dwóch chłopaków. Poszkodowani są w szpitalach, motory w strzępach - kierowczyniom nic się nie stało. Z tonu komentarzy internautów wynika dość jednoznacznie, że zawinili motocykliści. Zasadniczo dlatego, że wsiedli na motory. Gdyby zostali w domu obie panie nie naraziłyby się na stres i przykrości.

Tymczasem o społeczności motocyklistów można pisać w bardzo różny sposób, nie tylko negatywny, złośliwy i nieżyczliwy. Można dostrzec ogrom pozytywnych rzeczy, które znakomicie dominują nad głupawymi i niebezpiecznymi wyczynami grupki postrzeleńców. Ocenianie wszystkich motocyklistów na podstawie zachowań kilku desperatów przypomina wystawianie cenzurki wszystkim rodakom widzianym przez pryzmat dokonań pensjonariuszy więzienia we Wronkach. A można przecież inaczej, tylko trzeba chcieć, porzucić łatwiznę i tandetnie sensacyjne wątki. Można przypomnieć zaangażowanie motocyklistów w akcje społeczne i charytatywne, można wskazać dziesiątki działań mających na celu podnoszenie bezpieczeństwa w ruchu drogowym, można pisać o modzie motocyklowej, można napisać całe tomy o barwach i odznakach klubów motocyklowych, można pisać o pasjonatach, którzy z benedyktyńską cierpliwością ratują stare motocykle, można, można można.... Tylko trzeba odrobinę dobrej woli i wyobraźni. Ale dobrej woli brakuje choćby ku temu, by zajrzeć w policyjne statystyki, gdzie znajdziemy zadziwiające fakty mówiące o tym, że MOTOCYKLIŚCI JEŻDŻĄ BEZPIECZNIEJ OD KIEROWCÓW SAMOCHODÓW. Wyobraźni zaś nie dostaje gdy postrzega się motocykl wyłącznie jako narzędzie robienia sobie i innym krzywdy. Trudno mieć pretensje do dziennikarzy, których obowiązkiem jest relacjonowanie zdarzeń. Fakt to fakt. Skoro się zdarzył to o nim piszą. Podobnie jak piszę o incydentach samochodowych. Ale nie można się nie dziwić tym, którzy mają podane jak na tacy, że jeden wypadek zwolennika jednośladów przypada na mniej więcej piętnaście kolizji samochodów, a mimo to w swojej jednostronnej zdolności postrzegania faktów widzą wyłącznie bezmyślnych dawców w skórach troglodytów. Obiektywna ocena motocyklisty jako świadomego i wrażliwego na otoczenie uczestnika ruchu jest równie rzadkia jak perła na pustyni. Najwięcej zaś mają do powiedzenia Ci, którzy nigdy na motocyklu nie siedzieli i nie usiądą. Są najgłośniejsi, najsurowiej krytykują i domagają się drakońskich kar i obostrzeń. Według tych w motoryzacyjnych ekspertów dla motocyklistów powinien wciąż obowiązywać angielski Red Flag Act z 1865 roku, który nakazywał by 50 metrów przez pojazdem biegł człowiek z czerwoną chorągiewka w ręku i ostrzegał głosem przechodniów, ustawa ograniczyła także dopuszczalną prędkość do 3 km/godz prędkość w mieście i do 6 km/godz poza nim. Być może wtedy malkontenci byliby zadowoleni.

Niedawno diabli brali nas wszystkich z powodu kontrowersyjnego dokumentu BBC "Stadiony nienawiści", gdzie wprawdzie nie było kłamstw, ale fakty zestawiono w taki sposób, że Polska i Ukraina wyszły na kraje rasowego horroru. Podobne uczucia towarzyszą mi gdy spotykam kolejne doniesienia o wybrykach wszystkich motocyklistów i pogląd że w motocykliści w całej swej masie stanowią jedną zbieraninę zagrażającą bezpieczeństwu nas wszystkich. Przypomina to pogląd, że wszyscy Irlandczycy są rudzi, każdy Szwed ma niebieskie oczy, nie ma trzeźwego Rosjanina, a każdy murzyn ma …. , no mniejsza (a właściwie większa) z tym. Niebezpieczeństwa generalizowania zwykle wiodą na manowce tego, kto nadto uogólnia i uśrednia. Opowiadano mi, że pewien facet utopił się w jeziorze o średniej głębokości 40 cm. Apeluję zatem o więcej życzliwości dla motocyklistów, o zrozumienie, że nie każdy chce dusić się w blaszance i woli pomknąć w dal z przysłowiowym wiatrem we włosach (autora nie dotyczy). A tym, którzy piszą, że wszyscy motocykliści to samobójcy proponuję ćwiczenie. Sprawdźcie ilu z motocyklistów, których jutro zobaczycie zachowuje się wg stereotypowych osądów. Z góry dziękuję i życzę zrozumienia.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość