Kronika 2012/3

Teksty autorstwa naszego kolegi, wielbiciela turystyki motocyklowej i motocykli - Piotra, który prowadzi rubrykę motocyklową w Tygodniku Sądeckim.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tomek
Posty: 179
Rejestracja: 12 lip 2013, o 18:03
Lokalizacja: Nowy Sącz
Kontakt:

Kronika 2012/3

Post autor: Tomek » 12 lip 2013, o 18:56

Bezpieczne jest życie staruszka


Postanowiłem, że dziś nie będę nadmiernie biadolił i zbytnio użalał się nad stanem bezpieczeństwa, apelował, nawoływał i pouczał itd. Tak naprawdę wcale nie jest aż tak źle. Mamy w Polsce milion motocykli. Zdarzyło się im 2 392 wypadków, w tym 259 śmiertelnych. Jak napisano w raporcie Centrum Bezpieczeństwa Ruchu Drogowego Instytutu Transportu Samochodowego „w Polsce kierowcy i pasażerowie motocykli stanowią stosunkowo nieliczną grupę ofiar wypadków (7% zabitych i 4% rannych)”. Fanatykom porównywania nas z resztą Europy – oczywiście rozumianej jako ta na zachód od Odry - podam jeszcze ciekawszą informację. Liczba zabitych motocyklistów (kierowców i pasażerów) na 1 mln mieszkańców wynosiła w Polsce w 2010 roku 6, 8 ofiar, gdy w tym samym czasie ta tak ponoć przerastająca nas kulturą drogową Europa miała wskaźnik 10,1. Panie, Panowie polscy motocykliści jeżdżą bezpieczniej!!! Kto nie wierzy, nich sam sobie sprawdzi. Wniosek jest prosty, chcesz być bezpieczniejszy na drodze niech, przesiadaj się z blaszanki na motor. Fakty są niepodważalne!

Ale miało być o staruszkach. Jako człowiek mieszczący się w grupie pieszczotliwie zwanej przez socjologów 50+ mam pełne prawo do zabierania głosu w tej sprawie, a do wypowiedzi skłoniła mnie korespondencja otrzymana od mojej Pani Nadredaktor. Znalazłem tam następujący fragment:

„ Motocykliści nowej ery w Polsce. Ciekawym zjawiskiem dostrzeganym przez osoby obserwujące rynek motocyklowy jest powiększanie się grupy motocyklistów, którzy w młodości jeździli, potem przestali na długi czas i osiągnąwszy pewien status społeczny, zarobiwszy godne pieniądze, wracają do starego hobby. Ci ludzie to świetni, świadomi motocykliści. Nie tylko mają technikę jazdy z młodości, którą szybko odświeżają, ale mają również sporo oleju w głowie i doświadczenia, wyobraźni przez co zachowują się dojrzale w ruchu oraz dbają o widoczność i bezpieczny ubiór na motorze”. Wypisz wymaluj tak właśnie jest ze mną, może z wyjątkiem tychże godnych pieniędzy. Nie tracę wszakże nadziej że i one w końcu do mnie trafią (Pani Nadredaktor przyswaja?). Podobnie rzecz ma się z kilkorgiem moich znajomych motocyklistów. W młodości jeździliśmy na wszystkim co miało dwa koła i potrafiło się jako tako przemieszczać: Komar, Simsonek, WSK-a, WFM-ka, ci o bardziej męskich charakterach (i zamożniejszych ojcach) dosiadali Junaków lub Panonii, a grupa ścigantów z możliwościami dewizowymi kontentowała się Jawami i MZ-kami. I wiecie co? Nie zmienili się aż tak bardzo. Kto miał skłonności do szybkiej jazdy i dziś dosiada jakiejś szlifierki, starzy ekstremiści trzymają w zakamarkach garażów enduro, a leciwi sybaryci ujeżdżają czopery. Pozostaliśmy prawie tacy sami, przybyło nam kilogramów, głowy wielu są tu i ówdzie przyprószone siwizną, głowy innych są gdzieniegdzie przyprószone włosami, ale serca wciąż gorące, a prawice na manetkach gazu nadal gotowe by pomknąć w dal. Istotnie, zmieniło się jedno. Bardziej cenimy swoje i innych życie i zdrowie. Założę się, że gdy widzimy młodziaka rozpieranego nadmiarem adrenaliny u wielu rodzi się myśl „ dorośnij, chłopie!”. My, którzy już znamy wartość czasu jakoś mniej skłonni jesteśmy do pośpiechu. Wiemy, że najlepiej jest śpieszyć się powoli. Lecz cóż „jakoby też rok bez wiosny mieć chcieli, którzy chcą, żeby młodzi nie szaleli”. Tolerancji też się nauczyliśmy. Nie trawimy jednego – głupoty, która na motocyklu może przybrać morderczy wymiar. Jest stara żeglarska reguła „trzech”, którą świetnie da się przenieść w świat motocyklistów. Owa żeglarska trójca to „człowiek-sprzęt-pogoda”. Dla motocyklistów proponuję jej odmianę w postaci „człowiek-sprzęt-warunki drogowe”. By być bezpiecznym i dojechać do celu muszą być spełnione co najmniej dwa z tych trzech składników. Rozsądny facet podróżujący w przyzwoitych warunkach dojedzie do domu nawet na najgorszym złomie. Jeśli jest sprawny motor i spokojna trasa to do mamy trafi nawet patałach. Dobry kierowca na dobrze przygotowanym pojeździe poradzi sobie na najgorszej trasie. Proste jak budowa cepa. Gorzej jest, gdy na przykład idiota wsiądzie na motocyklową ruinę. Nie pomoże nawet pusta i gadka jak szkło autostrada, wypadek wisi w powietrzu, a gościowi może braknąć skóry na d.... na przeszczepy. I oby tylko na tym się skończyło. My, motocyklowi oldboye doskonale o tym wiemy. Nikt nie twierdzi, że byliśmy drogowymi aniołami, że nie popełnialiśmy błędów, a wieczorami przed snem z czcią czytywaliśmy Kodeks Drogowy, ale każde skaleczenie i rysa na lakierze uczuła nas pokory i wyobraźni. Dziś przesiedliśmy się z poczciwych SHL-ek na Hondy, Yamahy i inne BMW czy Ducati, ale ani nie zmieniliśmy swoich natur, ani nie utraciliśmy nabytego z doświadczeniem szacunku dla drogi i jej użytkowników. Kołacze mi się w głowie fragment piosenki śpiewanej w latach 70-tych ubiegłego stulecia przez Ewę Wiśniewską. Tak to leciało:

"Już od niepamiętnych lat podróżują ludzie
Żeby lepiej poznać świat i żeby się nie nudzić.

Wśród aspektów sprawy tej jest jeden bardzo ważny,
Ludzie nie zmieniają się, a tylko ich pojazdy."

Ot co!

Jak zwykle kończymy dowcipem, tym razem dobranym do charakteru felietonu.

Starsza pani prosi chłopaka o pomoc:

- Czy mógłbyś mi pomóc przejść na drugą stronę? W moim wieku taka przeprawa może być niebezpieczna.
- Oczywiście - mówi uczynny młodzieniec. - Pewnie mieszka pani po drugiej stronie ulicy?
- Nie, zaparkowałam tam motor....

Jak zwykle świetny artykuł naszego KOLEGI PIOTRA

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość