Kronika 2012/1

Teksty autorstwa naszego kolegi, wielbiciela turystyki motocyklowej i motocykli - Piotra, który prowadzi rubrykę motocyklową w Tygodniku Sądeckim.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tomek
Posty: 179
Rejestracja: 12 lip 2013, o 18:03
Lokalizacja: Nowy Sącz
Kontakt:

Kronika 2012/1

Post autor: Tomek » 12 lip 2013, o 18:55

Kroniki motocyklowe 1/12

Wiosna motocyklisty.

No to zaczęliśmy. Niedzielne kółeczko mogłoby nosić nazwę „150 km czystej radości”. Pogoda jak brylant, doborowe towarzystwo (w tym dwa urodziwe plecaczki), malownicza trasa. Kto ciekawy niech zajrzy na nasze motocyklowe forum www.motocyklowe.fora.pl gdzie zamieszczone są fotografie z wyjazdu. Znakomitym i rozsądnym liderem grupy był tym razem Jacek. Nie za szybko, nie za wolno. Jak trzeba. Przede wszystkim bezpiecznie. Przez całą drogę w dość znacznym ruchu nie powstała ani jedna choćby odrobinę ryzykowna sytuacja. I tu właśnie dochodzimy do tematu, który obsesyjnie powraca w moich felietonach. Bezpieczeństwo!!! W niedziele na drogi wyjechały setki naszych kolegów. Solo i w większych grupach. Lśniące maszyny, kolorowe stroje, mnóstwo serdecznych gestów i tradycyjnych motocyklowych pozdrowień. Niestety pojawił się też i nasz margines. Kilku, zaledwie kilku, ale dobrze widocznych miłośników prędkości i mocnych wrażeń. Mam nadzieję, że dotarli do domów i nie skrzywdzili nikogo po drodze. Bo nie chodzi mi wcale o całą skórę tylko motocyklistów. Idzie mi o bezpieczeństwo nas wszystkich, i tych na jednośladach i tych siedzących w samochodach i tych wędrujących piechotą. Sezon zaczął się źle. Na Sądecczyźnie mamy już kilka poważnych wypadków z udziałem motocyklistów, w tym jeden śmiertelny w Łącku. Zdarzenie najbardziej tragiczne dotknęło jadącego motorowerem, zatem jak łatwo się domyślić szybkość nie mogła być porażająca. To nie prędkość zabija. Morderczy jest brak rozsądku, wyobraźni, zbytnia ufność we własne umiejętności. Jedyną naszą obroną na drodze jesteśmy my sami, nie ma co liczyć na życzliwość, uprzejmość i mądrość tych drugich. Doceniajmy przejawy tych przymiotów u innych, ale to my musimy być właśnie tacy, by zminimalizować zagrożenie. Oczywiście jest jeszcze czynnik losowy, zwyczajny pech na który nie ma siły, ale resztę traktujmy tak jakby zależała wyłącznie od nas. Jasne, że gdybyśmy byli miłośnikami wolnej jazdy przesiedlibyśmy się na rowery. Czy bylibyśmy jednak bardziej bezpieczni? Tak naprawdę zło czai się w głowach, w idiotycznej brawurze, w nierozsądnym pośpiechu, w przecenianiu własnych możliwości i możliwości naszej maszyny. Nie jestem wcale taki mądry, sam mam na sumieniu kilka grzeszków, kilka rys na skórze i lakierze. Każda jednak z nich czegoś mnie nauczyła. W ciągu ostatniego roku na motocyklu zdobyłem więcej doświadczeń drogowych, niż przez czterdzieści lat za kierownicą samochodu. Uczę się pokory jazdy i coraz bardziej poznaję własne ograniczenia. Zalecam wam gorąco tą ścieżkę postępowania. Myślenie „mnie to się na pewno nie przytrafi” jest prostą drogą do piekła, a ono jest ponoć wybrukowane nie dobrymi chęciami, a głowami frajerów. Doskonale się orientuję, że po zimie każdy jest głodny jazdy, że swędzą palce na manetce gazu. Pamiętajmy jednak, że zima wzmagając tęsknotę za śmiganiem po drodze jednocześnie przytępiła nasze nawyki i doświadczenie drogowe. Uważamy się za tak samo sprawnych kierowców jak jesienią, ale to zwykła nieprawda. Potrzebujemy sporej ilości przejechanych kilometrów by wrócić do dawnej formy. Przejedzmy te kilometry wolniej, ostrożniej! Znajdźmy sobie spokojny placyk i poćwiczmy manewry, przyśpieszenie i hamowanie. Bądźmy też czujniejsi niż zwykle i bierzmy poprawkę na innych uczestników ruchu drogowego. Zwróćmy uwagę, że kierowcy samochodów też odwykli od naszego towarzystwa. Jeszcze nie rozglądają się jak trzeba, inaczej patrzą w lusterka, jeszcze nie uważają. My musimy zrobić to za nich, musimy powiększyć nasz margines bezpieczeństwa. Trzeba jeździć wyraźnie, sygnalizować każdy manewr, zwiększyć odstęp. Mimo, że asfalt wygląda jakby już było lato, nie dajmy się zwieść. Opony są niedogrzane, a nawierzchnia bywa śliska. Największą zmorą motocyklistów jest piasek – pozostałość po piaskarkach. Trafiają się zacienione miejsca, gdzie spotkamy resztki lodu, zwłaszcza przed południem, tu i ówdzie mamy wyjątkowo niebezpieczne pozostałości jesiennych liści. Drogi po zimie są jak zwykle dziurawe, a wystarczy czasami nawet mała dziura i kłopot gotowy. Daj Boże by skończyło się tylko na prostowaniu felgi. Rozpoczęły się też wiosenne remonty, a pojawią się z całą pewnością nowe, więc nie warto jeździć na pamięć. Nie dajmy się też zwieść słoneczku i pięknej pogodzie, jest jeszcze zimno. Trzeba ubierać się dość solidnie. To nie tylko ochrona przed ewentualnym szlifem. Zmarznięty motocyklista to połowa motocyklisty. Reaguje wolniej, ma gorszy przegląd sytuacji na drodze. Zatem mimo wiosennej euforii warto zachować zimną krew. Przecież cały sezon przed nami.

Tradycyjnie na koniec motocyklowy dowcip.

Pewien gość pomykał sobie na Harley'u. Kiedy już dwukrotnie przekroczył dozwoloną prędkość, we wstecznym lusterku zobaczył czerwono-niebieskie migające światełka. Ostro przyspieszył, ale wóz policyjny nie dawał za wygraną. Motocyklista zdał sobie sprawę, że w ten sposób może wpaść w tarapaty i zjechał na pobocze. Policjant podszedł do niego, bez słowa sprawdził prawo jazdy i powiedział:

- To był dla mnie długi dzień, zbliża się koniec mojej zmiany. Mam dość papierkowej roboty, więc jeśli znajdzie pan jakieś dobre wytłumaczenie to może Pan odjechać bez mandatu.

Gość pomyślał chwilkę i powiedział:

- W zeszłym tygodniu moja żona zostawiła mnie dla jakiegoś policjanta. Bałem się, że chciał mi ją pan oddać.

- Jedź pan dalej, ale już ostrożniej - powiedział policjant.

Jak zwykle niezastąpiony PIOTR!!!!

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość