Kronika 3

Teksty autorstwa naszego kolegi, wielbiciela turystyki motocyklowej i motocykli - Piotra, który prowadzi rubrykę motocyklową w Tygodniku Sądeckim.
ODPOWIEDZ
Awatar użytkownika
Tomek
Posty: 179
Rejestracja: 12 lip 2013, o 18:03
Lokalizacja: Nowy Sącz
Kontakt:

Kronika 3

Post autor: Tomek » 12 lip 2013, o 18:44

Nie ma jak szpan....


Sezon się rozkręca. Co bardziej aktywni motocykliści, po za własnymi wyprawami mają już za sobą kilka poważniejszych rajdów i zlotów. Była Częstochowa, Bochnia, Krynica, Izby, była też asysta przy ostatniej drodze jednego z kolegów. Mam na myśli ostatnią drogę na wolności czyli bramę z kilku motocykli i odprowadzenie motorkami do kościoła popadającego w związek małżeński dotychczas swobodnego jak wiatr zakochanego twardziela. Oj bracie, teraz dopiero będziesz miał jazdę. Wszystkiego najlepszego! Kilku chłopaków wybiera się do Damaszku, inni mają w planach Grecję, przez Słowację, Węgry, Rumunie i Bułgarię. Za nami zorganizowana przez Klub Motocyklowy Steel Rosee MC Poland przy współudziale kilku sądeckich klubów ogólnopolska akcja „Motoserce”, która w samym Sączu zaowocowała zebraniem kilkunastu litrów krwi. Niestety zdarzyły się już pierwsze wypadki z udziałem motocyklistów. Naszym kolegom Ryszardowi, Mikołajowi i Czarkowi życzę rychłego powrotu do zdrowia, szybkiej naprawy maszyn i więcej szczęścia na drodze. Czego i sobie życzę, bowiem z mojej motrynki przesiadłem się na coś znacznie bardziej poważnego. Wziąłem sobie do serca uwagę mojego siostrzeńca, mającego wyraźną skłonność do figlarnych powiedzonek, że „poniżej litra to nie ma co siadać”. To mam, 1100 ccm! Już mogę stwierdzić, że (pomijając fakt posiadania sporej łysiny i noszenia kasku) wiem co znaczy wiatr we włosach. Duża frajda i przyśpieszona nauka pokory na drodze.

Już Państwu wspominałem, że motocykl to nie tylko środek transportu, ba z pewną dozą nieśmiałości zaryzykuje twierdzenie, że środkiem transportu jest najmniej. Dawno minęły czasy, gdy był podstawowym narzędziem pracy wiejskiego listonosza. Dziś motocykl to sposób na życie, styl bycia, możliwość wyrażenia swojej osobowości i sposobność integracji w grupie o podobnych zainteresowaniach. Dotyczy to zarówno tych którzy lubią się „masować” jak i tych o naturze „samotnego wilka”. Jednak i jedni i drudzy ulegają motocyklowej modzie. Ta moda ma dość charakterystyczną cechę. W odróżnieniu od mody tekstylnej, która w potocznym rozumieniu oznacza potrzebę naśladowania innych i wiąże się z pojęciem stylu, ale nie zawsze jest synonimem elegancji, moda motocyklowa dość jednoznacznie związana jest z poprawą użytkowania motocykla. Te wszystkie chromowane, niklowane i polerowane bajery nie tylko zdobią ale i najczęściej podnoszą wygodę, komfort, a zwłaszcza bezpieczeństwo użytkownika maszyny. Najczęściej, bo znam zbytnika, który zawiesił sobie za siedzeniem pewną ze srebra odlaną część męskiej anatomii. Cóż zatem należy do owego motocyklowego szpanu? Ujmijmy rzecz alfabetycznie: amorki, gmole, handbary, juki, klamki, lajtbary, sissybary i jeszcze wiele wiele innych buzerów, których nie wymieniam, by nie przeciążać państwa cierpliwości i pamięci. Dorzucę jeszcze tylko plecaczek i babajagę. Że spora część czytelników nic nie zrozumiała? Już śpieszę z wyjaśnieniami.

Amorki to ładnie wypolerowane przednie amortyzatory, gmole to dwie stalowe rury wygięte w kształcie litery "U" chroniące jeźdźca w przypadku wywrotki, handbary to osłony dłoni, juki to sakwy po bokach maszyny, klamki to ładnie pochromowane dźwignie sprzęgła i przedniego hamulca, lajtbary to dodatkowe reflektorki obok światła głównego motocykla, sissybar to oparcie siedzenia pasażera. Plecaczkiem pieszczotliwie nazywamy damę na tylnym siedzeniu. Zaś Babajaga to szczyt szpanu, czyli amazonka, patrz niewiasta na motocyklu. Można również, by podnieść jego urodę motor wypolerować, wyniklować i wychromować wszystko co się da, tak by jak najbardziej oderwać się od standardowego wyglądu maszyny. Można dołożyć większe lusterka, inne rury wydechowe, zmienić kształt kierownicy. Wielu zakochanych w swoim pojeździe amatorów odmienności tak robi, zdecydowana jednak większość użytkowników jednośladów poprzestaje na zmianach, które podnosząc rasowy wygląd maszyny, poprawiają jej własności trakcyjne i zwiększają bezpieczeństwo kierowcy. Trudno się dziwić, że dokładając to i owo motocykliści starają się by te przeróbki lub dodatkowe doposażenie były funkcjonalne, estetyczne i urodziwe.

Gdy już pozakładaliśmy te wszystkie dodatki możemy powiedzieć, że nasze moto „jest ubrane” czyli doposażone na maksa. Teraz oczywiście czas ubrać kierowcę lub kierowczynię. Tu znów podstawową zasadą jest równowaga pomiędzy komfortem, bezpieczeństwem i zamiłowaniami estetycznymi. Głównie chodzi o bezpieczeństwo, czyli o strój który nas zabezpieczy tak, aby w wypadku kolizji nie brakło skóry na tyłku, by przeszczepić ją na nogi i ręce. Dobre ubrania dla motocyklistów są tak zaprojektowane by chronić kierowców. I trzeba przygotować się na wydatki. Najważniejszym motocyklowym atrybutem jest kask, który ma chronić głowę motocyklisty. Za najtańsze, atestowane kaski dostępne na rynku trzeba zapłacić około 200 złotych. Buty 400, rękawice 150, spodnie z ochraniaczami na kolana i biodra od 300 w górę, kurtka z ochraniaczami łokci i kręgosłupa od 500. Drogo? Drogo, ale gdy wydaję się na motocykl sporo kasy rozsądek nakazuje by wyłożyć również jakąś sumę na strój zapewniające przyzwoity poziom bezpieczeństwa. Ponadto jeśli wziąć pod uwagę, że przeciętna wizyta modnisi u fryzjera kosztuje stówę, a za markową spódnicę trzeba dać i 1000 zł to na ceny szpanerskich ubranek na motocykl patrzy się z innej perspektywy. Nieprawdaż?

Dzisiejszy dowcip dedykuję świeżo żonatemu koledze.

Żona mówi do męża:
- Już trzy miesiące zastanawiasz się jaki kupić motcykl, a mnie zaproponowałeś małżeństwo już w trzecim dniu znajomości!
- Ależ kochanie. Kupno motoru, to poważna sprawa!

Napisał nasz kolega Piotr.

ODPOWIEDZ

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość